Część 4

opublikowane: 21 maj 2014, 09:10 przez SP 4 Lubań

Witam Was moi mili czytelnicy i po długim okresie oczekiwania prezentuję czwartą i piątą część opowieści Waszej koleżanki Anny Koniecko z kl VIc. Przeczytajcie co czują  główne bohaterki oraz w jakim kierunku rozwija się akcja…

                                                                                                Polecam Beata Baczyńska ­ Smyczek

    

 Kolejne dni mijały zwyczajnie, spokojnie. Dużo rozmawiałyśmy, robiłyśmy sobie mnóstwo zdjęć, oglądałyśmy filmy i wychodziłyśmy na spacery. Przez te dni panowała ładna pogoda, świeciło słońce i ogólnie było przyjemnie. Zdążyłam opowiedzieć Zoe, co się działo kiedy jej nie było, wyjaśniłam jej kto to Lisa i co się wydarzyło w domu pani Franks. Przygotowana byłam na komentarz typu „ Oglądasz za dużo filmów”, lub „Przyśniło Ci się”, ale przyjęła to z powagą, powiedziała, że zawsze ten dom był dla niej "tajemniczy", i że mi pomoże dowiedzieć co się stało.

 

          W tym dniu obudziłyśmy się o 9:15. Strasznie bolały mnie plecy i noga, wstałam tyko, by dać kotu jeść.  Zoe wciąż leżała i obserwowała co robię, zauważyła, że wciąż jestem obolała i lekko kuśtykam.

- Nic ci nie jest?- spytała ochrypniętym głosem.

- Nic- uśmiechnęłam się, wymawiając kolejne słowa chichotałam- jak się spało w ŚPIWORZE..?

-W porządku... A jak z wyrzutami sumienia, że twoja kuzynka musi się męczyć na podłodze, w czasie kiedy ty się wylegujesz na kanapie..?- podniosła brwi, a na jej twarzy pojawił się zuchwały uśmieszek ,którego czasami tak bardzo nienawidziłam...

- Kici.....Kici.... Micky.... Kici....Kici....-nie miałam ochoty dłużej dyskutować z Zoe, więc zawołałam kota teatralnym głosem. Zawsze uważałam, że to całkiem sympatyczny kot,i kiedy nuda uderzała mi do głowy, urządzałam sobie z nim pogawędki.

- Jak będzie głodny to sam przyjdzie- powiedziała  przemądrzała Zoe.

- Nie chcę zagłodzić przyjaciela  babci- pokręciłam głową i zobaczyłam zbliżającego się białego persa , więc nasypałam mu karmy.

- Babcia napisała, że suchej karmy nie zje!-  znów dorzuciła swoje 5 groszy.

- Znam tego kota bardzo dobrze i mówię ci, że zje- pogłaskałam kota, który od razu zabrał się do pałaszowania - widzisz..?

- No...- pokiwała głową.

- Idę do łazienki, a ty wypuść go, jak skończy jeść- odwróciłam się do Zoe i znikłam w drzwiach. Uważam, że cały ten dialog był niepotrzebny, mogłam po prostu wstać i nasypać karmy do miski kota. Miałam przecież ważniejsze sprawy na głowie, niż droczenie się z kuzynką i pokazywanie sobie nawzajem kto tu jest ważniejszy.

                Popatrzyłam  w lustro, moje długie włosy sterczały na wszystkie strony, a duże niebieskie oczy były całe podpuchnięte. Widok ten mnie przerażał, natychmiast sobie uświadomiłam w jakim położeniu się znajduję. Przeczesałam kruczoczarne włosy i weszłam do wanny. Wchodząc do niej zauważyłam, że moje kolana są całe poobdzierane, a ciało pokryły fioletowe siniaki, kilka strupów

i blizn, większość powstała zapewne, gdy uciekałam lub kiedy spadłam ze schodów. Kiedy wyszłam z wody czekało na mnie śniadanie, do którego zachęcał mnie apetyczny zapach gorących tostów.

- Dzięki, ale nie jestem głodna- powiedziałam trochę za bardzo burkliwie, jakby to Zoe była winna wszystkiemu co mnie spotkało, ale to przecież ona była jedyną osobą, która stara się mnie zrozumieć i nie uważa, że najprostszą rzeczą będzie wysłanie mnie do psychologa, który rzekomo miałby mi przywrócić zdolność racjonalnego rozumowania...

- Jak tam chcesz...- odpowiedziała  z udawaną obojętnością, w głębi duszy wiedziałam, że się o mnie troszczy...

- Idę na chwilę do domu- Planowałam powiedzieć to inaczej, ale jej obojętny ton wytrącił mnie z równowagi, miałam ochotę komuś wszystko co się dzieje wygarnąć, wykrzyczeć i być wredna, ale straciłabym wszystko co w obecnej chwili mam- Zoe- tylko ją mam.

- Po co?! Ale Nes...- upuściła widelec, który trzymała w ręce, spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, potrafiłam wyczytać z niej, że w jakiś sposób ją to uraziło. Może chciała, abym najpierw z nią o tym porozmawiała?

- Po moje rzeczy- otworzyłam ze spokojem szafę, a chyba raczej z udawanym spokojem.

- Ale... No masz tutaj wszystko - i znów zaczęła gestykulować.

- Nie. Nie mam tutaj żadnych butów, kurtki, nie mam laptopa, telefonu... Mam wymieniać dalej?- popatrzyłam na nią oczekując, że da mi spokój, w prawdzie nie to chciałam tam znaleźć, lecz coś o wiele bardziej istotnego..

- Dobrze, idę z tobą- oznajmiła stanowczo Zoe, odkładając na stół posiłek.

- Nie prosiłam cię o to.- zmarszczyłam czoło. Sama nie chciałam tam iść, moje poturbowane ciało kompletnie nie dawało mi szans na ucieczkę. Czułam się wychudzona i osłabiona, bałam się zrobić każdy kolejny krok. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuję. Chwilami kiedy czułam się bardzo słaba, odczuwałam czyjś baczny wzrok, czyjąś obecność, która miała mi pomóc. Ale w jaki sposób? Kim lub czym jest to uczucie?

 

 

      Szłyśmy szybkim krokiem w stronę domu, zależało nam na tym, aby nikt nas nie zobaczył, miałam na sobie leginsy z motywem goryla i czarną bluzę zakładaną przez głowę z napisem "Never give up ", a najlepsze z tego były wielkie kapcie w kształcie głowy Simpson'a, które z pewnością przykuwały nieproszony wzrok. Zoe ubrała bluzę z bananami, czarne rurki i takie same kapcie jakie miałam na sobie ja.

 Dotarłyśmy do ulicy, przy której mieszkałam, a naszym oczom ukazała się piękna uliczka z ogromnymi domami, całość wyglądała jak z przecudnego filmu. Po dwóch stronach jezdni równiutko porozsadzane były drzewka, nie byłam wcale pewna jakie to drzewa, ale ich jasnoróżowe pąki kwiatów i delikatny zapach zawsze mnie zachwycały. Tuż obok za trawnikiem z drzewkami widać było nietypowy chodnik, który wyglądał jak mozaika, następne ozdobne płoty, z  pomiędzy których  widać czasem było szczęśliwe rodziny jedzące razem obiad na tarasie. Widok ten sprawiał, że się uśmiechałam, zapominałam o tym jak bardzo czuję się samotna i inna… Wyobrażałam sobie, że przy stołach tych rodzin jest jeszcze jedno miejsce- dla mnie. Od małego już wiedziałam, że nie pasuje do świata, w którym żyję, tak jakby ktoś odebrał mi mój kąt i posadził na innym miejscu, wiedziałam, że gdzieś na świecie jest to moje miejsce, tylko, że ktoś nie chce, abym tam była, komuś by to zagrażało…

Patrz!- szarpnęła mnie za rękę i wskazała palcem na znajdujący się w oddali mój dom.

- C O co chodzi?- zmarszczyłam czoło  i przymrużyłam oczy- spytałam Zoe?

- Nie widzisz?!- wyglądała na wystraszoną- W twoim domu pali się światło!

No i co z tego? Niech się pali... Zanim zorientowałam się w czym sens, byłam już sparaliżowana własnym strachem.

- Agnes..! Tam ktoś jest! Nes... Nie wydawało nam się... Tam naprawdę ktoś był!- potrząsnęła mną, w jej oczach kryło się przerażenie, takie jakie widziałam tamtej pamiętnej  nocy.

- Zoe... - wyszeptałam i wzięłam głęboki oddech. Czekała aż coś dalej powiem, ale ja się nie odzywałam więcej.  Zbliżałyśmy się bardzo powoli i niepewnie do domu.

- Co robimy?- była niespokojna i wystraszona.

- Nie wiem...- pokręciłam głową i przygryzłam dolną wargę, czułam się zakłopotana. Po chwili milczenia wpadłam na pomysł, którego sama nie byłam pewna. Dom pani Franks.

- Ale... Ja nie wiem czy to na pewno...- dalej mówiłam nie zrozumiale dla Zoe, ale wiedziałam że za chwilę się dowie o co mi chodzi... tylko że już będzie za późno na jej decyzje- bo nie powinnyśmy, ale ja też muszę... Muszę... Z resztą nie mamy wyboru... bo nie możemy pójść do mojego domu jeśli ktoś tam jest. Ja... Ja i Lisa i... I to wszystko co się działo. Musisz mi zaufać. Nie bój się, bo ja... - denerwowałam się, i czym bliżej domu, tym ciężej było mi złapać oddech. Kiedy na chwilę świat zawirował i wszystko zamazało mi się przed oczami, poczułam się słabo i musiałam oprzeć się o Zoe. Zabolała mnie głowa, poczułam niemiłe dreszcze i ujrzałam liczbę.... 71 Minęło kilka sekund i wszystko wróciło do normy. Nie chciałam, aby moja kuzynka się niepokoiła, więc ruszyłam pewnym siebie krokiem naprzód.

- Nes! O co chodzi?- ponagliła mnie zniecierpliwiona Zoe.

- Za chwilę sama się domyślisz- pociągnęłam ją za rękę i pobiegłam pod drzwi domu pani Franks.

- Poczekaj tutaj chwilkę- zwróciłam się do niej i pobiegłam za dom, do ogrodu.

         Minęło kilkanaście sekund i wróciłam z powrotem w moich rękach brzęczał klucz.  Zoe była najprawdopodobniej oszołomiona, nie odezwała się ani słowem. Otworzyłam drzwi i szybko wciągnęłam ją do środka. Uderzył mnie widok domu wyglądającego jakby nie był odwiedzany od  śmierci pani Elizabeth Franks, skrzywiłam się na myśl, że prócz mnie i Zoe nikt nie wierzy w istnienie Lisy i być może leży teraz gdzieś w piwnicy, wystraszona i cierpiąca głód. Ale co by się stało z jej rodziną?  Wbiegłam po schodach  na pierwsze piętro, Zoe nie chciała zostać sama ,więc pobiegła tuż za mną. Z każdym krokiem ożywały kolejne wspomnienia.  Podeszłam do okna, z którego widok był wprost na mój dom.

- Agnes po co my tu w ogóle jesteśmy?!- Zoe krzyknęła do mnie.

- Spójrz....- odchyliłam zakurzoną firankę.  Przyglądałyśmy się uważnie oknu w kuchni mojego domu, nagle zobaczyłyśmy cień człowieka w szybie. Przeraziłam się, kiedy w oknie zobaczyłam patrzącego na wprost nas mężczyznę. Zabrakło mi tchu, serce waliło mi jakby miało za chwilę wyskoczyć z mojego ciała. 

 

Comments