Część trzecia

opublikowane: 13 sty 2014, 09:49 przez SP 4 Lubań

     Witajcie ,

 przed Wami trzecia część  opowieści Anny Koniecko z kl. VIc .

Przeczytajcie, gdzie noc pełną strachu w wyniku nieoczekiwanych wydarzeń spędziły dziewczęta….  Zdradzę Wam jeszcze ,że czwarta cześć już czeka na prezentację, za kilka dni dotrze do Was !

 

 Polecam Beata Baczyńska- Smyczek 

 

        Było mi zimno, Zoe zapewnie też. Miałam na sobie granatową koszulę nocną w białe groszki do kolan, a ona krótkie szare spodenki od piżamy i szarą bluzkę z krótkim rękawem i fioletowym kotem.

- Zimno mi- skrzyżowałam ręce. Miałam gęsią skórkę, i dostrzegłam ją także u Zoe.

-Mnie też, chyba zamarzam !- szczękała zębami jak po wyjściu z lodowatej wody- w babci szafie na pewno są jeszcze nasze ubrania- popatrzyła się na mnie z nadzieją, że jeszcze tam pójdziemy.

 

     To prawda babcia miała trzy wielkie szafy z ubraniami. W pierwszej znajdowały się  te, których już nie nosi, ale szkoda  jej  wyrzucić . W drugiej z duma wisiały aktualne babcine zbiory, natomiast w trzeciej ubrania po dziadku, który nie żyje już od sześciu lat.

 

- Pewnie tak...- zastanawiałam się czy może jednak  tam pójść?

- A chcesz tam iść?

- Chyba... Sama nie wiem, z jednej strony bardzo, ale z drugiej  nie chcę jej budzić!

- Hm... W sumie  możemy tam pójść, wcale jej nie budząc...- mam wrażenie ,że mnie samej  nie podobał  się ten pomysł.

- Co?! Chcesz się włamać do domu swojej własnej babci?! Zwariowałaś?! -zbulwersowała się nieco moim pomysłem

- A jak przestraszy się tak samo jak my i coś jej się stanie... Poza tym jak ty to sobie wyobrażasz... Wybijemy jej okno w kuchni?!

- Dobrze! Nie krzycz!- uspokoiłam ją- Więc dobrze... możemy ją obudzić.

- OK- na jej bladej twarzy pojawił trudny do odczytania wyraz, który przypominał zuchwały uśmiech.

- Ale ona nie będzie zła, ona nas kocha nad życie... A poza tym to ja mam klucz i babcia powiedziała ,że mogę wpadać, kiedy chcę…

- Ale teraz nie masz go przy sobie- szłyśmy w stronę domu babci.

-   Klucz jest zawsze pod wycieraczką !

- Aha- teraz najwyraźniej się nad czymś zastanawiała, chyba nad moim pomysłem- może masz rację.... Nie chcę jej wystraszyć !

- Daj spokój... Tylko wejdziemy, weźmiemy jakieś ciuchy i wyjdziemy.

- OK, ale jeżeli coś się stanie to ostatni raz ci uległam- była zdenerwowana, ponieważ znowu zaczęła nieświadomie gestykulować

- A… i  codziennie rano przynosisz mi śniadanie do łóżka oraz robisz to co ci każę. –zachichotała.

- No dobra, ale zapewniam cię ,że nic się nie stanie... Z resztą co mogłoby się stać..?

 

 

                     Znalazłyśmy się właśnie pod drzwiami domu babci, wyciągnęłam klucz , który drzemał pod wycieraczką i po omacku wyszukałam ręką klamkę, ciężko było znaleźć zamek, ale  udało się ! Otworzyłam bezszelestnie drzwi i weszłyśmy do środka.

- Babciu..!- wykrzyknęła Zoe

- Cśś... Co ty robisz! - zmarszczyłam z wściekłością czoło.

- Przepraszam, ale nie mogłabym tak bardzo ryzykować- chwyciła mnie za ramiona.

- "Ryzykować"?!- byłam na nią tak wściekła, że miałam ochotę rzucić lampką, która stała na komodzie obok drzwi.

- . Nic nie rozumiesz...- rzuciła w moja stronę pretensjonalne spojrzenie.

- Więc mi wyjaśnij. - wciąż byłam na nią zła.

- Ach...! Już nie pamiętasz jak się wystraszyłyśmy jakieś 15 minut temu?!- następne słowa wymawiała z taką troską, że zrobiło mi się szkoda babci, a to jest starsza kobieta.... Ona przecież mogłaby dostać zawału, a  wtedy byśmy ją miały na sumieniu.

- Babciu..!- zawołałam niechętnie.

- Chyba jej nie ma !

- Ale gdzie ona mogłaby być o.... no właśnie która godzina?

- Nie wiem... W kuchni jest zegarek, sprawdzę. – oznajmiła Zoe.

- Dobrze, a ja zobaczę czy  babcia śpi  na górze.

 Wbiegłam szybko po przerażająco skrzypiących schodach na górę, rozejrzałam się i zapaliłam światło, dom babci był mały w porównaniu do olbrzymich domów przy ulicy ,na której mieszkałam. Na górze znajdował się tylko jeden pokój, który był elegancką sypialnią babci. Tam jej nie było.

- Na dole jej nie ma, jest już po północy, a dokładnie to 6 minut !- usłyszałam wołanie Zoe z dołu - Chodź tutaj!

- Tutaj też jej nie ma!- odpowiedziałam i zbiegłam po schodach, licząc każdy schodek, kiedy nagle pośliznęłam się na ósmym z piętnastu schodków i runęłam z hukiem na zimne kafle podłogowe. Poczułam potworny ból, który nie pozwolił mi krzyknąć... Jedynie cicho jęknęłam, nie mogąc się poruszyć.

- Co się stało?!- przybiegła z kuchni wystraszona Zoe-  Agnes żyjesz?!

- Au... Chyba tak... Ale boli... Strasznie boli.

- Chodź wstawaj...- zmartwiona wyciągnęła do mnie rękę, zupełnie nie wiedząc co robić!

- Nie. Za bardzo boli...- skrzywiłam się

- Rozumiem...  Zapalę lepiej światło- ruszyła niepewnie w stronę wyłącznika światła i nacisnęła go. Po chwili było już jasno, co ucieszyło mnie i przez ułamek sekundy zapomniałam o bólu - Możesz już wstać..?- zaniepokoiła się.

 Pokiwałam tylko  głową co niespodziewanie sprawiło mi ogromny ból, którego nie chciałam okazywać. Zoe podeszła i podniosła mnie z podłogi. Ona jest naprawę silna... o wiele silniejsza ode mnie, a wcale nie sprawia jej to satysfakcji, bo wie że jeśli będę trenowała, to też taka mogę być...  Spróbowałam zrobić kilka kroków, ale miałam wrażenie że upadnę, cała się trzęsłam i byłam oszołomiona. Zoe spojrzała na mnie ze współczuciem, oparła moją rękę o swoje ramię i powoli udałyśmy się do kuchni. Szłam kulejąc, a każdy krok sprawiał mi ból. Posadziła mnie na kanapie i podała kartkę nie mówiąc ani słowa .

 

 

                                                                                                        

                                                                                                                   21 lipca 2012

                       Kochane- Zoe i Agnes

  Zapewne przyszłyście tu razem, więc zwracam się do was dwóch.

Domyśliłam się, że przyjdziesz przyjdziecie tu po swoje ubrania Zoe (są w szafie po lewej) , wiec zostawiłam wam ten list, pojechałam na krótkie wczasy (tylko nie mówcie mamie, jeśli nie chcecie udać się do szkoły z internatem!) za tydzień wrócę, przez ten czas możecie tu mieszkać, drugi klucz jest w szafce nad mikrofalówką! w lodówce macie jedzenie, jeśli czegoś potrzebujecie to wszystko znajdziecie u mnie. Czujcie się jak u siebie w domu. Zostawiłam wam na lodówce 150zł , podzielcie się, mam nadzieję, że Wam wystarczy J, Jak coś się niepokojącego wydarzy to dzwońcie. Nie przestraszcie się skrzypiących w nocy schodów (to tylko kot).

Jeśli możecie tu zostać, to karmcie Micky trzy razy dziennie (suchej karmy nie zje!), a  jedzenie dla niego jest w szafce koło piekarnika. Ten kot ciągle rozrabia, więc miejcie go na oku.

                                                          Wasza babcia Linda

PS. Nie spalcie mi domu!                                                                     .

 

    Szybko przeczytałam zawartość kartki, zastanawiając się, gdzie pojechała i  po co? Dlaczego  miałybyśmy u niej mieszkać? Akurat dobrze się nam trafiło, bo po tym co się dzisiaj w nocy stało, nie czułabym się tam bezpieczna.

- Więc zamieszkamy tu przez najbliższe kilka dni?- spytała Zoe

- Tak.- odparłam- a teraz idziemy spać, jutro znajdziemy sobie ubrania.

- Kiedy to  napisała?- popatrzyła się na kartkę, którą trzymałam w ręce.

- Chyba wczoraj-odparłam- nie liczę dni w wakacje !

- Jestem głodna- jak na zawołanie zaburczało nam w brzuchach- sama słyszysz.

- Ja też, ale musimy  spać- byłam strasznie zmęczona, więc nie chciało mi się rozwijać odpowiedzi.

-  Po tym wszystkim, to ja na pewno nie zmrużę oka.

- Jeszcze zobaczymy...- uśmiechnęłam się i położyłam na kanapie, co sprawiło mi  ponownie ból.

- Na górze będzie ci wygodniej!

-  Ja po tych schodach już nie wchodzę...- zachichotałam żałośnie- a przynajmniej nie dzisiaj...

- To ja zrobię nam kanapki i pójdę na górę- otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej już gotowe kanapki z białym serem .

- Proszę zostań tu ze mną...- zamknęłam oczy.

- OK. Położę się na... - rozejrzała się po pokoju- na... fotelu albo na dywanie...

- W szafie jest śpiwór.... Jest też gdzieś materac.

- Dobrze. Babcia już wcześniej przygotowała dla nas kanapki. Chcesz?- spytała, podnosząc talerz do góry.

- Dwie-uśmiechnęłam się, a  Zoe podała mi talerzyk i poszła, po chwili wróciła ze śpiworem i rozłożyła go na podłodze. Zjadłyśmy kanapki i zasnęłyśmy.

Comments