Berenika Piaśnik z kl.VIb – Przedstawia……

opublikowane: 7 mar 2016, 07:31 przez SP 4 Lubań

Rozdział I

„Nikt nas nie pokona”

 

     Wyglądał dość dziwnie i… strasznie. Miał wielkie, ostre zęby i czarne oczy, które wyglądały co jakiś czas zza długiej, kruczoczarnej grzywy. Osiemnastometrowy stwór wyglądał jak wielki, groźny ogr.

     Jednak po chwili zwijał się z bólu, zaś Wykorzystując tę sytuację Ross, wbiegła po ręce stwora i przecięła mu ramię swoją kosą. Joy natomiast wyszeptała zaklęcie na zamrożenie.

- Froniculus Meda!

Zanim Ross zdążyła wykonać kolejny cios, olbrzym przełamał lód i uderzył ją swoją wielką dłonią z nadludzką siłą. Ta uderzyła o ziemię pięćdziesiąt metrów dalej.

- Kimi! Zobacz co się dzieje Ross! Ja spróbuję go powstrzymać!- krzyknęła Joy i ze złością w oczach wskoczyła na potwora. Interesowała ją tylko jedna część ciała potwora – plecy. Tam znajdował się jego słaby punkt – okrąg wypełniony dziwnymi znakami, przypominający tatuaż.

- Słodkich snów! – wyszeptała, przecinając mu plecy. Stwór rozpłynął się w powietrzu.

- Ross! Jak się czujesz? – zapytała podbiegając do niej.

- Może to  nie był najmocniejszy cios świata, ale boli. I to bardzo.

- Carnida Lavien – Joy wyszeptała zaklęcie uzdrawiające, a przyjaciółka skinęła głową na znak podziękowania. Nastała cisza.

- Gdzie jest Kimi?

- Nie wiem. Był przy mnie do czasu twojego przyjścia.

- On jak zwykle musi pozwiedzać… albo coś mu się stało.- pomyślała Joy i obie ruszyły na poszukiwanie pluszowego obiboka.

     Jak na wesołe miasteczko nie było tu ani wesoło, ani kolorowo. Tylko przytłaczające odcienie szarości i czerni. Uliczki, które powinny być oblężone radosnymi, wielobarwnymi straganami były spowite burymi namiotami. Przed ich oczami ukazał się wielki „Gabinet Śmiechu” z lustrami w środku.

- „Dom odbić” ? Kto wymyślił tę nazwę? – powiedziała Ross ze zdziwieniem w głosie.

-Może ten klaun, który trzyma Kimiego w klatce?

Zdziwione oczy przyjaciółki powędrowały w stronę tej dwójki.

_ Witam, Drogie Panie. Znalazłem tego stworka plączącego się po moich korytarzach. Czy jest wasz?

- Owszem. Oddasz nam go? – powiedziała Joy, wyciągając do niego rękę w celu zwrotu jej pupila.

- Nie moje Panie. Nie tak łatwo będzie wam go odzyskać. Potłukł wszystkie lustra. Nie daruję mu tego! A z tego co zauważyłem, to wy za niego odpowiadacie.

- Może i tak, ale nie chcemy żadnych kłopotów. Proszę nam go zwrócić – powiedziała stanowczym głosem Joy.

- Niestety nie zwrócę go wam. Zatrzymam go w ramach zapłaty za zniszczenia.

- Może jakoś się jednak dogadamy?

- No dobrze. Widzicie tamto wzgórze? Nosi imię Momoko. Tam, zakopana w złotej skrzynce jest moja Alice. Złotowłosa dziewczynka, z niebieskimi oczami i błękitną sukienką. Jeśli ją znajdziecie i mi dostarczycie, to zwrócę wam pluszaka. Jeśli mnie oszukacie, nie daruję wam tego!

- Rozumiemy. Nie miałyśmy zamiaru Pana okłamywać – sprostowała Joy.

- Znakomicie. Czekam na was, Drogie Panie.

     Bez zbędnego gadania wyruszyły wykonać zadanie.

 

 

~

 

     Pragnęła poznać je bliżej. Już od pierwszej klasy liceum zainteresowana ich „pracą” przyglądała się i śledziła je. Nikt nie mógł jej odpowiedzieć na pytanie „Kim naprawdę są te dziewczyny?”. Sami tego nie wiedzieli. Wtedy postanowiła, że będzie odkrywać ich tajemnicę, krok po kroku.

     Zamyślona, siedziała na środku łóżka w swoim pokoju. Szare ściany i czarne meble dużo mówiły o jej charakterze i duszy. Rozmyślała o ostatnich wydarzeniach, dziejących się podczas pikniku szkolnego. Właśnie tam ujrzała na własne oczy niezauważalną walkę „tych dziewuch” z potworem. Mieszanina uczuć nie pozwoliła jej się wtedy ruszyć. Zamrożona w swojej własnej duszy, nie mogła ani drgnąć. Gdyby tylko ktoś ją wtedy z tamtego miejsca zabrał…

- Non, przyjdź proszę na chwilę! – krzyknęła z kuchni jej mama.

- Prosiłam ciebie, żebyś tak na mnie nie mówiła! Tylko koleżanki mogą mówić do mnie Non!

- Przepraszam, że uraziłam Waszą Wysokość! Proszę, aby tylko Panienka zeszła na kolację – rzekła, z widocznym sarkazmem w głosie.

„Ugh… że też mama musi się tak do mnie odzywać” pomyślała, tym razem wykonując polecenie. Rozmowa rozpoczęła się od nietaktownego pytania „Co?”.

- Nie takiej ciebie nauczyłam kultury młoda panno.

- To jaki dajesz przykład nie używając jej? Już, słucham ciebie mamo.

- Rozłóż  talerze na stole, proszę – powiedziała, z widoczną złością na twarzy, jak i w głosie – chyba już miała dość jej zachowania.

„ A co ja jestem? Służąca?” niesłusznie powiedziała córka, lecz posłusznie wyciągnęła talerze i położyła je na stole. Wolała siedzieć sama w pokoju, gdy nikt jej nie przeszkadzał. Rodzice wiedzieli, że jest opryskliwa, lecz czuli, że głęboko w jej sercu jest światło, które nie może się wydostać ze szklanej powłoki. Bez zbędnych kłótni zjadła, przebrała się w piżamę i wróciła do rozmyślania.

 

~

 

Miały już za sobą spory kawał drogi, lecz nie wiedziały co zrobić, gdy ujrzały Wielkiego Strażnika stojącego przy wejściu na wzgórze Momoka. Miały co do tego złe przeczucia.

- Kto idzie? – zapytał ochrypniętym głosem strażnik ze złotą zbroją. Jego włosy sięgały mu do ramion, a twarz połowicznie pokryta była czarną chustą. Zainteresowały się jego niecodziennym wyglądem.

- A co? – odpowiedziała sucho Joy – Nie wpuszczasz zwykłych przechodniów?

- Wątpię, żebyście były zwykłymi spacerowiczami.

- Wnioskujesz to po naszych strojach? Jeśli tak, to być może jesteś w błędzie. Wpuścisz nas? – powiedziała, tracąc już cierpliwość.

- Niestety, nie mogę. Jeśli naprawdę chcecie wejść musicie mnie pokonać…

- Nie ma sprawy! – krzyknęły.

- … w szachy – dodał po chwili strażnik.

     Zamilkły. W szachy? Naprawdę? Pewnie myślicie, że autor pisząc to, stracił rozum. Lecz ma coś w zanadrzu.

     Ogarnięte zdumieniem, zastygły. Słychać tylko było rozśpiewane ptaki, które ubarwiły tą sytuację orkiestrą dźwięków.

- Że… co? – powiedziały jednocześnie.

- Nie przesłyszałyście się. Zaczynamy!

     Nagle z podziemi wyrosła wielka czarno-biała, która pokrywała około pięćdziesiąt metrów trawnika. Pionki mierzyły do dwóch metrów. Były tak ciężkie, że na pewno nie drgną, jak będzie się je przesuwać. Pomyślały, mając dziwne uczucie , że to nie jest zwykła gra w szachy. Pełne zdumienia patrzyły w stronę planszy. Domyśliły się, że nie zdążą wrócić do domu przed północą.

 

~

 

Ubrana w różową sukienkę i ze słodkim uśmiechem na twarzy przechadzała się nieopodal Wzgórza Momoko. Jej blond włosy łaskotał lekki wietrzyk. Lubiła spacerować między wielkimi, zielonymi drzewami, które witały się z nią, kiedy je mijała. Kiedy doszła do łąki, lekko podskakując i nucąc swoją ulubioną melodię, zauważyła dwie dziwne dziewczyny grające ze strażnikiem. Zatrzymała się, popatrzyła się na nie ze zdziwieniem i ciekawością, po czym zdecydowała obejrzeć grę. Usiadła na kamieniu i z ekscytacją patrzyła w  stronę planszy.

 

~

 

     - Najpierw wytłumaczę zasady - zaczął mówić strażnik – Te pionki mają własną wolę. Kiedy wskażecie im miejsce, w które mają się udać, przesuną się lub nie. Oczywiście, wszystkie inne zasady gry są takie same.

- Rozumiemy – odpowiedziała Ross dając znak do rozpoczęcia gry. Wylosowały białe pionki.

- B4 na D4 – powiedziała Joy. Tym ruchem rozpoczęła się wojna.

     Już po chwili zdobyły pierwszy pionek przeciwnika. Z łatwością zdobywały też kolejne.

- Wieża na E8! – krzyknęła Ross wiedząc, że strażnik zbije pionek. Wieża ani drgnęła.

- Co to ma być?! Wieża na E8! – wykrzyczała to jeszcze głośniej.

- Ostrzegałem, mają własną wolę. Ten wie, że idzie na pewną zagładę, więc broni się.

- Dlaczego w ten sposób? Dobrze, Koń na C1.

Cisza.

- A3 na D2? -  powiedziała, tracąc już nadzieję.

Ani drgnął.

Powoli zaczęła się trząść jak osika na wietrze. Wiedziała, że już Mie może wykonać żadnego zdecydowanego ruchu. Oddychała coraz szybciej i wpadała w zdenerwowanie i lęk. Wiedziała, że jeśli nie uratują Kimiego, to nici z ich przygód w świecie snów. Zaczęła nerwowo myśleć, gdy nagle…

- Żołnierze! – krzyknęła Joy – Czy wam nie wstyd? Chcecie przegrać wojnę?

     Nastała głucha cisza. Zdziwione oczy Ross, strażnika i panienki siedzącej na kamieniu utkwiły na postaci Joy. Zadawali sobie jedno pytanie: „Co się dzieje?”.

- Żałosne! Chcecie dążyć do zwycięstwa w ten sposób? – usłyszała tylko echo powtarzające jej słowa. Nieliczne pionki pokręciły głową ze sprzeciwem słysząc słowa Joy, choć wszyscy zgodzili się ze sobą. Są tchórzami.

- Właśnie! Jeśli nie polegniecie w tej walce i ją wygracie, zapewnię wam domy, pracę, pieniądze! Wrócicie do swoich rodzin i będziecie wiedli spokojne życie! Nie zrobicie tego dla naszej królowej? – mówiła, mając na myśli Ross. Przecież to ona jedyna w klasie nieziemsko gra w szachy. Pionki nagle i jakby bez namysłu rzuciły się w wir walki. Łamały zasady, chodziły gdzie chciały, walczyły! Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem.

- No co? Już chyba wiesz Ross, dlaczego gram tylko w gry strategiczne – powiedziała  z uśmiechem. – Gdy zapewnisz ludowi domy, pracę, spokojne życie i wdzięczność  ze strony królowej, wtedy wiedzą co mają robić.

     Chwilę później, gdy obrona ze strony strażnika nic nie zdziałała, gra dobiegła końca. Zwycięzcami były dwie nastolatki.

- Więc możemy już przejść? – zapytały z entuzjazmem.

- Oczywiście, przecież przegrałem – powiedziawszy to, padł przed nimi na kolana.

- Nie wygłupiaj się, wstań. – rzekła Joy – Powiedz sobie, że to była po prostu lekcja – uśmiechnęły się serdecznie, po czym wstał.

     „Królowa Białych” tylko przytaknęła i ukłoniła się swoim poddanym, dziękując za oddaną walkę. Odwzajemniając ten ukłon Ross, w tej chwili zniknęli wraz z planszą, udając się na zasłużony odpoczynek.

- Niesamowite!  - szepnęła dziewczyna z uśmiechem, widząc jak przyjaciółki mijają bramę. – Mam nadzieję, że się spotkamy! – rzekła z radością i niecierpliwością w głosie, po czym odeszła w głąb lasu.

Comments